niedziela, 15 lutego 2015

Chapter 7

Że kurwa co?

Ona w gangu? Nie, to nie możliwe. Spojrzałem na niego jeszcze raz, na co On uniósł lekko brew do góry.
- Co jest? - zapytał
- Uh, nic.- mruknąłem, wychodząc z domu.
Wsiadłem do auta i skierowałem się do szpitala. Naprawdę miałem wyjebane w to czy skończył się czas odwiedzin. Byłem ostro wkurwiony. Nic mi nie powiedziała. Dlatego coś czułem, że nie do końcu wszystkiego o sobie mówiła. W sumie, ja też skrywałem przed nią, ze jestem w gangu. Coś mi się zdaję, że ta rozmowa nie będzie dla nas obojgu przyjemna. Musiałem sobie z nią wszystko wytłumaczyć. Ale co będzie dalej? Jak to wszystko się potoczy? Nie miałem zielonego pojęcia i miałem nadzieję, że ona coś wymyśli. Byliśmy z innych konkurujących gangów, mieliśmy się nienawidzić a nie polubić.
'' Kłamiesz frajerze. Lubisz ją w inny sposób''
Kurwa, moja podświadomość miała rację, lubiłem ją ale nie jak przyjaciółką. Czy to możliwe aby zakochać się w przeciągu kilku chwil? 

Brooklyn

Kiedy Justin wyszedł ode mnie ze szpitala, musiałam się zdrzemnąć. Ale kiedy wstałam, zmarszczyłam brwi, widząc, że siedzi na krześle obok mojego łóżka.
- Justin, co ty tu robisz?- zapytałam lekko zaspana, zagryzając swoje wargi.
Zerknęłam w jego oczy. Nie był zadowolony. Zmarszczyłam brwi jeszcze bardziej.
- Musimy pogadać, Brooklyn.- oznajmił, patrząc na mnie dość poważną miną.
- O czym? - przełknęłam głośno ślinę.
- O Twoim życiu.- mruknął cicho.
- Co z nim nie tak? - czy był ktoś jeszcze bardziej skomplikowany od tego człowieka?
- Czemu mi nie powiedziałaś, że należysz do gangu?- zapytał poirytowany tą myślą.
Zamurowało mnie. Skąd On to wiedział? Moje oczy rozszerzyły się maksymalnie, ale po chwili je zamknąłem.
- Kto Ci to powiedział?- zapytałam, unosząc trochę głos.
- Alfredo Flores, kojarzysz?- zaśmiał się ale nie było ani krzty humoru w tym śmiechu.
- Skąd go znasz? - otworzyłam szeroko oczy, nie wiedząc co dokładnie mam powiedzieć.
Matko, skąd On go zna?
- Należę do gangu ''The Kings''- odparł dumnie,
- Chyba sobie ze mnie kurwa kpisz? - krzyknęłam, wlepiając w niego wzrok.
- Posłuchaj...
- To Ty jesteś ich kurwa nowym członkiem.
- Brook...
- Że się wcześnie nie skapnęłam.
- Brooklyn kurwa posłuchaj. - krzyknął, uciszając mnie doszczętnie.
- Mów.
- Ja naprawdę nie miałem pojęcia, ze jesteś w tym całym gangu i na odwrót. Zdążyłem Cię cholernie polubić a nawet więcej. - powiedział ciszej niż szeptem, omal go nie słyszałam.
Zagryzłam delikatnie wargi, słysząc co mówi. Naprawdę lubiła mnie nawet więcej? Co to miało znaczyć.
- Nie mam pojęcia jak to wszystko się potoczy Brooklyn, ale nie chcę stracić z Tobą kontaktu, naprawdę.- mruknał, dokańczając swoja wypowiedź.
Żadne z nas nie powiedziało nic przez kilka następnych chwil. Ciszę przerywały głosy na korytarzu i nasze oddechy. Nie wiedziałam serio, co się potem będzie działo. Ale bez ryzyka nie ma zabawy prawda? Człowiek wtedy nie żyje, tak?
- Co teraz będzie? - zapytałam cicho, bawiąc się swoimi palcami.
- Miałem nadzieję, że Ty mi odpowiesz.
- Naprawdę myślałeś, że będę znała odpowiedź na to pytanie?- zaśmiałam się gorzko.
- Nie pozwolę sobie Cię stracić. - mruknął, patrząc na mnie swoimi czekoladowymi oczami.
Postanowiłam podjąć się ryzyka. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, jak duży błąd popełniłam.

_________________________________________________________________________

Hej, cześc, witam. Wracam do Was po miesiącu. Tak szczerze, nie mam pojęcia czy dalej mam pisać tę ff. Nikt tego nie komentuje a jest ponad 700 wyświetleń. Ogólnie własnie zmieniłam ustawienia tak abyście pisały komentarze z anonima, że każdy może napisac swoją opinię. Mam nadzieje, ze wtedy własnie wzrośnie liczba komentarzy. Naprawdę mi na tym zależy. Jeśli nie będzie komentarzy to chyba kończe z opowiadaniem, mając świadomośc, ze nikt tego nie czytał.:) Piszcie mi w kom. czy chcecie linka do mojego aska, instagrama czy też tumblra a z chęcią wam podam w następnej notce pod rozdziałem. Bye.
 Czytasz=komentujesz
Klaudia.

sobota, 17 stycznia 2015

Chapter 6

Cholera, Brooklyn....

Szybko wbiegłem do magazynu, nie patrząc na ogień. Wzrokiem szukałem Brookie, którą po chwili znalazłem, leżącą na ziemi. Nie ruszała się, kurwa. Podbiegłem do niej, omijając wszystkie płomienie. Ukucnąłem przy niej, sprawdzając tętno. Żyła, dzięki Bogu.. Wziąłem ją na ręce i pognałem do wyjścia, które zdołało być już całe w płomieniach. Odwróciłem się w poszukiwaniu jakiegoś innego wyjścia. Kurwa.. Położyłem Brooklyn jak najbliżej okna i siebie. Wziąłem kawałek drewna i rozbiłem nim okno. Z powrotem wziąłem Brookie w swoje ramiona, wychodząc z pomieszczenia. Ułożyłem Brooklyn na trawie a słysząc dźwięk syren policyjnych, pogotowie oraz straż pożarną, pocałowałem dziewczynę w czółko.
- Pa, Księżniczko, wracaj do zdrowia. Przepraszam.- mruknąłem i ostatni raz na nią patrząc, rzuciłem się biegiem w las, tam, gdzie zostawiłem samochód.
Cholernie chciałem pomóc i być z Brookie aczkolwiek wiem, że miałbym przejebane. Ostatni raz patrząc w tamtą stronę, wsiadłem do samochodu i odpalając go, ruszyłem w stronę domu.

Brooklyn

Obudziłam się z cholernym bólem głowy. Wczoraj była jakaś impreza, o której nie pamiętam? Rozejrzałam się po pomieszczeniu i od razu zmarszczyłam swoje brwi. To nie był mój pokój. Wszystko białe i nagle stało się jasne. Jestem w szpitalu. Ale chwila, co ja tu robię? Po chwili do pokoju w którym byłam wszedł mój brat. Oh, alleluja, ma mi powiedzieć co tu się dzieje.
- Co się do cholery stało? - zapytałam od razu.
- Tak, też Cię miło widzieć, Brook.- odparł sarkastycznie brat, na co wywróciłam oczami.
- Naprawdę nie mam czasu na żarty. Jakim chujem ja się tu dostałam Jackson.- mruknęłam, krzyżując ręce na piersi, na co jedynie się zaśmiał.
Boże, o co chodzi temu człowiekowi?
- Poszłaś do magazynu po prochy, ktoś w tym czasie podłożył bombę a Ty na nieszczęście byłaś w środku.- westchnął cicho Jackson, nie było mu już wesoło.
Wyobrażam sobie, że zbladłam bo w środku też tak było. Czułam jak z mojej twarzy znikają wszystkie kolory. Pokręciłam przeczącą swoją głowa, cicho wzdychając.
- Wiadomo kto?
- Nie, siostrzyczko. Ale jeśli się dowiem, ten ktoś będzie martwy.
Nic już nie odpowiedziałam, pogrążyłam się we własnych myślach. Nagle sobie przypomniałam. Ktoś mnie wynosił z zadymionego pomieszczenia, słyszałam też jakiś dobrze znany mi głos.
''Pa, Księżniczko.'' Zagryzłam delikatnie wargi, nie wiedząc kto mi to mówił. Dobrze znałam ten głos ale nie mogłam sobie przypomnieć,uh.. Po chwili wraz z Jack'im usłyszeliśmy ciche pukanie do drzwi. Po chwili wyłonił się chłopak, którego ostatnimi czasy zdążyłam polubić. Zaśmiałam się cicho, widząc jak drapie się po karku. Wiedziałam, że się denerwuje.
- Cześć. - powiedział zachrypniętym głosem Justin.
- Hej.- odarłam cicho, zerkając to na Justina, to na Jackson'a.
- Kto to? - zapytał od razu Jackson, wskazując na Justin'a.
- Um.. Jestem Justin.- odezwał się Bieber, podając dłoń mojemu bratu.
- Jackson. - mruknął mój brat, ściskając Justin'a rękę.
Zaśmiałam się na ten rozwój akcji. Justin nie wiedział jak mój brat ma na imię, a Jackson nie wiedział kim jest Justin.
- Mógłbyś...- nie wiedziałam jak spławić spokojnie swojego brata.
- Ta, już idę.- zaśmiał się cicho Jackson, całując mnie w czoło po czym wyszedł.
Kiedy mój brat już poszedł, Bieber usiadł na jego miejsce. Spojrzałam na niego a ten posłał mi lekki uśmiech.
- Jak się czujesz? - odezwał się jako pierwszy.
- Hm.. w sumie okej. Skąd wiedziałes, że tu jestem?
Justin zaśmiał się smutno, wzruszając ramionami. Coś tu było nie tak. Boże, proszę aby nie pytał o to czemu byłam w tym zasranym magazynie, Kurwa, cała zawartość narkotyków, broni, wszystkiego, przepadła..
- Nie ważne- odpowiedział Justin. - ważne, że żyjesz, prawda?
- Tak, to jest najważniejsze.- odparłam cicho, skupiając się na swoich palcach.

Justin

Po tym jak wróciłem od Brookie, od razu skierowałem się do Alfreda.
- Pomyliliśmy magazyny.- krzyknąłem od razu zwracając uwagę Flores'a.
- Co?- spojrzał na mnie zdezorientowany,
- Pomyliliśmy magazyny- powtórzyłem, tracąc powoli cierpliwość.
Alf spojrzał na mnie a za chwilę cicho się zaśmiał. Za dużo trawy?
- Nie kochaniutki, nie pomyliliśmy. - odparł, wzruszając ramionami.
- To do jakiego chuja pana znalazła się tam Brooklyn Lorens?
- Ona jest w gangu. - odpowiedział obojętnym tonem, jakby to było oczywiste.

Że kurwa co?


----------------------------------------------
Cześć, cześć. Zauważyłam, że mój ostatni wpis był 21 października.. PRZEPRASZAM! Miałam dużo nauki i do teraz ją mam aczkolwiek zaczęły mi się ferie więc możliwe, że będę tutaj częściej. W pierwszym tygodniu feri zaczynając od wtorku nic nie dodam. Dopiero jakoś pojawi się w środę rozdział bądź coś takiego. Dlaczego? Będę w Niemczech na feriach i podobno nie zabieram laptopa. Ale powrócilam i rozdziały będą częściej, raz na tydzień bądź dwa tygodnie :)
JEŚLI CZYTACIE TO PROSZĘ, KOMENTUJCIE NAWET GŁUPIĄ KROPKĄ!
 Bye.

wtorek, 21 października 2014

Chapter 5

Brooklyn

Nie chciałam mówić Justin'owi, że jestem w gangu, to było za wcześnie. A po za tym.. co by o mnie pomyślał? Polubiłam go. Jednak nie jest takim dupkiem za którego go uważałam. Bałam się tylko, że zacznie coś podejrzewać przez to, że wzięłam udział w wyścigach. Wszystko mi o sobie opowiedział. Nie ma rodziców, zginęli w wypadku samochodowym, rodzeństwa również nie ma. Mieszka ze swoimi przyjaciółmi. Cóż, dużo rzeczy na jego temat się dowiedziałam. Jedynie co powiedziałam mu o sobie to to, że również nie mam rodziców, mieszkam z bratem i podstawowe rzeczy typu, czym się interesuję. To jedyne co mogłam mu powiedzieć. Znajomość oparta na kłamstwie. Brawo Brook, jesteś genialna.
- Brooklyn?- usłyszałam głos Justin'a, który wyrwał mnie z zamyśleń.
Czemu ja się na niego nie denerwowałam gdy zwracał się do mnie pełnym imieniem?
- Wróćmy juz, okej?- zaproponowałam.
Justin skinął tylko głową. Wstał i pomagając mi się podnieść, ruszyliśmy do auta.  Justin chcąc być macho, chciał mnie odwieźć pod sam dom. Dziękując odmówiłam i kazałam mu się odwieźć nie daleko.

Justin

Ta dziewczyna była cholernie tajemnicza, co mnie tylko nakręcało. Ile rzeczy jeszcze o niej nie wiem? Wiem jedynie tyle, że nie mówi mi całej prawdy na temat swojej osoby. Chciałem się dowiedzieć o niej wszystkiego. To irytująca dziewczyna ale także i w pewnych momentach da się ją polubić. Dała mi nawet swój numer telefonu z czego cholernie się ucieszyłem. Podjeżdżając pod dom, szybko wysiadłem z auta kierując się do mieszkania. Kiedy już do niego wszedłem zostałem pchnięty na ścianę.
- Co jest kurwa Fredo? - zapytałem widzác szefa gangu jak i mojego przyjaciela.
- Musimy pogadać. - odparł najwyraźniej czymś zirytowany.
Kurwa, jesli chciał o czymś pogadać mógł powiedzieć. Ruszylem za przyjacielem do salonu, tam, rozsuadajac sie wygodnie na fotelu.
- Mamy dzisiaj akcję. Jai chcę żebyśmy podłożyli bombę pod jeden z magazynów. - uśmiechnął się cwanie.
- Czyj magazyn? - zapytalem zainteresowany.
- Unbreakable - odpowiedział na co szeroko sie usmiechnalem.
Odkąd wszedłem do gangu, Alfredo wpajał mi, że gang Unbrealable jest naszym najwiekszym wrogiem. Nie interesowalem sie kto w tym gangu jest, interesowalo mnie aby ich wyelinowac po to aby nasz gang byl najlepszy. Z checia sie zgodzilem na udzial w tej akcji.

Brooklyn

W Justin'nie jest coś irytującego. Pomijajac to, ze jestem cholernie pewnym siebie dupkiem, co tylko zwiększa jego głupotę, ale jest w nim coś czego nie chcę mówić. To frustrujące, że On coś wie a nie chce mówić, uh.. Będąc w swoim pokoju, wstałam z łóżka podchodząc do okna. Zagryzłam swoją dolną warge, cicho wzdychając. Moje życie by takie nie było, byłabym inna, normalna. Gdyby moich rodziców by nie zabito, Jackson nie wszedł by do gangu, ja bym nie weszła do gangu a nasi przyjaciele by się nie narażali. Z zamyśleń wyrwał mnie głos Jacksona.
- Hej - powiedział zachrypniętym głosem.
- Cześć.- szepnęłam.
- Co jest Księżniczko?
Nie lubiłam gdy mówi do mnie Księżniczko, ale to moj brat, pozwalam mu. Podszedł do mnie i szybko przytulil.
- Czasami chcialabym innego zycia.- wzruszylam ramionami.
- Oj siostrzyczko, nie mamy innego wyjscia. Życie to suka i nic na to nie poradzimy.
- Wiem. - westchnelam cicho.
- A teraz mam dla Ciebie zadanie. Musisz isc do magazynu po prochy.- powiedzial zaczynajac mnie laskotac.
Wybuchlam cichym smiechem, oddalajac sie od niego. Jackson i przyjaciele z paczki jako jedyni moganie dotylac. Chodzi mi o przytulanie, nic wiecej. Eh, no i jeszcze jest Justin, to dziwne, ze jemu pozwalam sie dotykac. Oddalilam od siebie swoje mysli i przytulajac swokego brata, wzielam bluze i wyszlam z domu, kierujac sie do magazynu.

Justin

Robienie bomb to moja specjalnosc. Kladac ja ostronie w kat magazynu wyszedlem z niego po kryjomu i ukryłem się w krzakach, biorąc pilota do odpalenia bomby. Po chwili nacisnąlem guzik słysząc charakterystyczny wybuch. Przerazilem sie po chwili, slyszac krzyk Brookie. Zerwalem sie szybko z miejsca. Cholera, Brooklyn..

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Witam.
CZYTACIE=KOMENTUJECIE.
Buzi.

       ~Klaudia

czwartek, 2 października 2014

Chapter 4

Kiedy juz wstawałam z sofy, rozległ się głośny huk i usłyszałam tylko strzelanie pistoletów. Szybko runelam na ziemię zamykając swoje oczy.  to wszystko ucichło, wstałam z podłogi rozglądając się po pomieszczeniu. Wszystko było okej, tylko jedna szyba była wybita. Nigdzie nie widziałam brata i swoich przyjaciół. Gdzie oni są? Zaczęłam ich wszędzie szukać gdy już znalazłam ich na zewnątrz.
- Co wy tu kurwa robicie? - zapytałam opatulajac się bardziej bluza.
- Musieliśmy to zobaczyć. - oznajmił Jackson wskazując na coś.
Na trawie była wielka kartka z napisem: "To jeszcze nie koniec, Brookie. Zabawa się zaczęła". Przelknelam głośno ślinę, nawołując wspomnienia.
" - Nie, proszę. - błagałam chłopaka, który własnie mnie rozbieral.
Byłam cała posiniaczona i we krwi. Jacyś mężczyźni mnie bili, znecali się nade mną kiedy tylko mieli zły dzień. Ale teraz cóż... zgwałcili mnie."
Nigdy nie zapomnę tego dnia. Zawsze gdy jakiś chłopak mnie dotyka, wspomnienia wracają. Chce mi się płakać i bić tego kto mnie dotknął.. Byłam brutalnie skrzywdzona i to tylko z powodu mojego ojca. Po jego śmierci za mieszkaliśmy z babcia. Jak szłam do szkoły, porwali mnie i traktowali jak zabawkę mówiąc "To za Twojego ojca.." Ciągle myślę że to oni go zabili. Zabili kiedy mialam 5 lat i oberwala za niego również moja mama. Zaczęłam się trzasc i nie kontrolowanie moje łzy spadały po moich policzkach. Wszyscy do mnie podeszli próbując uspokoić. Praktycznie cały czas tak mam kiedy o tym wspominam, tak zwane napady. Musze brać specjalne leki. Kiedy wpadnę w ten trans wtedy nikt nie mógł mnie uspokoić. Ian wziął mnie na ręce i zaniósł do domu. Położył na sofie a ja odleciałam..

Justin

Po tym jak przegrałem z Brookie, podjechałem pod dom. Musiałem się z nią spotkać. Coś mnie do niej przyciągało. Mimo że mnie wkurwiała, coś mnie do niej ciągnęło..
            ~*~
Na zajutrz musiałem iść do szkoły, iż Ryan kazał mi do niej iść. Zarzuciłem na plecy plecak i ruszyłem wraz z Butlerem do szkoły.. Wchodząc do budynku zacząłem rozglądać się za Brooklyn. Kiedy już ją znalazłem, delikatnie chwyciłem ją za ramię na co ta podskoczyła. Czemu ona się tak boi? Westchnąłem cicho widząc jej minę.
- czego chcesz? - warknela dziewczyna.
- Chciałbym gdzieś Cię po prostu zabrać. - wzruszyłm ramionami.
Czemu tak bardzo się denerwuje?
- Um.. Po co?- zapytała podejrzliwie na mnie patrząc.
- Uh.. Zgodz się, prosze. - odparłem, patrząc w jej niebieskie oczy.
Dziewczyna szeroko się uśmiechnęła, na co moje serce podskoczylo. Co jest?
- Okej. - w końcu się zgodziła.
- Będę czekać przed szkołą po lekcjach. - puściłem jej oczko wchodząc do klasy.
           ~*~
Jak mówiłem, po lekcjach czekałem przed szkołą. Wypatrywalem Brookie jak i chłopaków z mojej paczki. Nie chciałem aby któryś z nich ujrzał Brook. Zaraz by ją poderwali i by się skończyło złamanym sercem dziewczyny. Kiedy już ujrzałem blondynkę, otworzyłem jej drzwi. Kiedy weszła, zamknąłem je, obeszlem auto i usiadłem na miejsce kierowcy.
- Gdzie jedziemy? - zapytała blondynka, widząc, że jedziemy przez las.
- Niespodzianka- powiedziałem  lobuzersko się uśmiechając.
- Nienawidzę Cię-mruknela cicho, krzyżując ręce na piersi.
Widząc jej postawę oraz minę wybuchnalem głośnym śmiechem zatrzymując auto. Otworzyłem jej drzwi a następnie zaslonilem rękoma jej oczy. Przeszliśmy przez mały lasek a następnie trafiliśmy na jeziorko z wodospadem. Widząc minę Brookie, szeroko się uśmiechnąłem, rozkładając koc, na którym usiedlismy. I wtedy zacząłem ją poznawać. Krok po kroku. Zaczęliśmy ze sobą normalnie rozmawiać, bez żadnych kłótni. Oboje lepiej się poznaliśmy. I przez te kilka godzin, bardzo ją polubiłem. Nawet wiedziałem już dlaczego.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Dzień doberek.:) Wiem, że rozdział jest nudny ale nie chce dłuższych rozdziałów, akcja rozwinie się w dalszych rozdziałach. :)
Czytasz? Komentuj.
Mam nadzieje ze rozdział się spodoba. ;)
~ Klaudia.

środa, 24 września 2014

Chapter 3

                          ~ Dziękuję Karolinie za motywację aby w końcu napisać rozdział.




Justin.
- Czego chcesz idioto? - zapytałam, próbując się, wyrwać z jego uścisku.
- Jakim chujem ze mną wygrałaś? - wysyczał wprost do mojego ucha.
Proszę Was! Słyszałam tyle razy te syki, przyzwyczaiłam się do nich. Wyrwałam ręce z jego uścisku,następnie od siebie go odpychając. Podszedł do nas starszy mężczyzna dając mi plik pieniędzy. Uśmiechnęłam się wszystko chowając do stanika. Zerknełam na Justina, który wręcz kipial z wściekłości. Zaśmiałam się z wyższością.
- To nie koniec, kochanie - szepnął wprost w moje ucho.
- Wal się kutasie - odparłam, cicho chichocząc.
Weszłam do audii a za mną Jess, po czym odjechałam z miejsca za nim zjawiły by się gliny. Podjechałam pod mój dom gdzie pewnie była cała nasza paczka. Zawsze tu przesiadywali, jak zwykle. Uśmiechnęłam się do siebie, wychodząc z samochodu. Wręczyłam Jessice jej klucze i weszłam do domu.
- Brookie wygrała kasę.- krzyknęłam, machajac forsa.
Po chwili wybuchłam cichym śmiechem, ukłaniając się gdy każdy zaczął mi klaskać. Dałam Jackson'owi całą kwotę, siadając na kanapie.
- Okej, mamy kasę na więcej towarów. Po południu musimy dostarczyć narkotyki Collin'owi, kto to zrobi?- zapytał Jacki, patrząc na nas wszystkich po kolei, zmęczonym oczami.
Nie spaliśmy już wszyscy z kilka dni. Było już grubo po drugiej w nocy, wszyscy byliśmy zmęczeni. Tu załatwilismy towar,  tu go sprzedawalismy, robiliśmy bomby i na dodatek szkoła, to było masakrycznie męczące. Kiedy już to ustalimy, idę w niezła kime, zważając na to, że jutro sobota, wszystko odespie.
- Ja mogę. - mruknęłam.
- Napewno? - zapytał Jackson
- Nie jestem mała dziewczynką, byłam przecież na wyścigach. Okej, a teraz idę spać, wszyscy powinniście. - westchnęłam, idąc na górę.
Weszłam do swojego pokoju, biorąc z szafy pizame. Potem weszłam do łazienki, rozbierajac się. Wskoczyłam pod prysznic tylko po to aby zaraz strugi gorącej wody oblaly moje ciało. Szybko się zrelaksowalam,a myślami wróciłam do Justin'a. Był przystojny, fakt. Najbardziej co mnie do niego przyciągało to jego cudowne oczy. Takie duże, brązowe a wręcz czekoladowe tęczówki. Były wspaniałe. Westchnęłam cicho, wychodząc spod prysznica. Wysuszyłam swoje ciało ręcznikiem a następnie włożyłam na siebie bielizne potem pizame. Weszłam pod moje wręcz miękkie łóżko, nakrywajac się kołdra odplywajac w kraine Morfeusza.
               ~*~
- Brooklyn Lorens! Wstawaj!
Tylko jedna osoba mogła by tak powiedzieć wiedząc że się na nią nie wkurze, Jessica. Warknelam cicho, otwierając pomału oczy.
- Wiesz, że Cię Kocham ale czego kurwa chcesz? - warknelam, przecierajac swoje oczy.
- Juz do jasnej cholery jest 16. Spalas cały cholerny dzień a za niedługo masz przywieźć Collin'owi narkotyki, zbieraj się- z tymi oto słowami moja przyjaciółka opuściła mój pokój.
Wymamrotalam cicho niezrozumiałe słowa, wstając z łóżka. Wyjrzałam za okno, ujrzałam ponurą pogodę. Robiło się coraz zimniej, mm. Uwielbiałam zimę, nie mogłam się jej doczekać. Ubrałam na siebie czarne rurki, bokserke, a ma bokserke bluzę z napisem "Delte Mondays". Ułożyłam swoje włosy w idealnego koka po czym nałożyłam delikatny makijaż. Po wszystkim zeszłam na dol, zrobić sobie coś do jedzenia. Po posiłku wzięłam towar i zapakowalam go do samochodu. Wsiadajac do niego, poprawiłam jeszcze swój kok następnie wpisując w nawigację podany mi adres do którego mam się skierować. Po niespełna 20 minutach byłam na miejscu.  Kiedy już byłam na miejscu, wyszłam z samochodu, wchodząc do rudery. Pierw kasa, potem towar. Westchnęłam cicho, nigdzie nie widząc Collin'a. Chciałam dzwonić do Jackson'a kiedy jakaś postać przemknela mi przez oczy. Rozejrzałam się dokładnie, dostrzegając sylwetkę mężczyzny w cieniu.
- Collin.- odparłam bez żadnego entuzjazmu.
- Lorens.-powiedział radośnie, wychodząc z cienia.
Okej, nigdy go nie widziałam, ale był mega przystojny. Miał mniej więcej 20 lat, dość intensywnie niebieskie oczy. Był dobrze zbudowany i miał gdzieś z 1.90cm wzrostu gdzie ja zaledwie 1.65cm. Podałam mu jego towar kiedy On już dał mi pieniądze. Puścił mi jeszcze oczko za nim ruszyłam do auta. Wróciłam do domu, na wejściu oznajmiając, że wszystko poszło dobrze. Kiedy weszłam do salonu miny wszystkich były ponure i wściekłe.
- Co sie stało?- zapytałam marszczac brwi.
Usiadłam na sofie, patrząc na Jackson'a.
- "The Kings" się stało. - oznajmił Jackson.
- Co z nimi?
- Mają nowego członka w gangu a my nie możemy ustalić kto to kurwa jest. - warknal.
No to trzeba będzie znów powęszyć. Kiedy już wstawałam z sofy, rozległ się głośny huk i usłyszałam tylko strzelanie pistoletów.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Witam wszystkich! Jak juz pisałam, nie mam dalej laptopa a ten rozdział jest z telefonu. Również inne będą się pojawiać z tel. Dziękuję (znow) Karolinie za motywację do rozdziału. Miłego czytania! ♥

~ Klaudia.

poniedziałek, 7 lipca 2014

Chapter 2

- Brooklyn- powiedziałam do chłopaka, który zaczął całować moją szyję.
W porę się ogarnęłam a następnie odepchnęłam chłopaka od siebie.
- Co ty kurwa odpierdalasz? - warknęłam, wpatrując się ślepo w Justin'a.
Chłopak tylko cicho się zaśmiał znów się do nie przybliżając. W czas, przy moim boku stanął Jackson. Uśmiechnęłam się triumfalnie, widząc minę Justin'a. Odszedł od nas a ja wraz z Jack'im wróciłam do naszej loży. Przez całą noc zastanawiałam się jak On na mnie wpłynął. Nienawidziłam kiedy jakiś chłopak mnie dotykał, trauma z dzieciństwa. Ale kiedy Justin mnie dotknął czułam nieubłagalną rozkosz, w głowie knułam "niecne" plany i chęć aby mnie dotykał bardziej. Pokręciłam głową, chcąc wrzucić te niedorzeczne plany. Wypiłam jeszcze jedną kolejkę shotów i zapragnęłam wrócić do domu. Cicho westchnęłam, wstając z miejsca.
- Hej, gdzie ty idziesz?- jeknęła wstawiona Jess.
-Do domu.- mruknęłam przywracając oczami.
-O nie, odprowadzamy Cię. - odparł Jackson juz ruszając się z miejsca.
- Sama dotrę, nie będę wam psuła zabawy.
I z tymi słowami ulotniłam się z klubu. Nie mogłam wymazać z pamięci Justin'a. To jak tańczył swoim językiem po mojej szyi, jak błądził swoimi długimi palcami po moich biodrach. To było.... niesamowite. Żaden chłopak tak na mnie nie wpłynął. Z rozmyśleń wyrwało mnie głośne wołanie mojego imienia. Odwróciłam się w stronę dźwięku i ujrzałam moją przyjaciółkę.
- Są wyścigi, dzisiaj o 23, Walk Street, piszemy się?-zapytała falujac zabawnie brwiami.
Cicho się za śmiałam patrząc w jej tęczówki
-Z miłą chęcią. - szepnęłam, biorąc ją pod ramię.
Zapowiada się ciekawie.

JUSTIN

Kurwa. Miałem taką ładną panienkę Brooklyn. Gdyby nie ten koleś co zjawił się obok niej, pieprzył bym ją na różne sposoby w męskim kiblu. Wyszedłem z klubu odpalając papierosa. Słysząc mój telefon, wyciągnąłem go, przystawiając do ucha.
-Bieber - krzyknął do słuchawki dobrze znany mi głos.
- Butler - powiedziałem spokojnie, zaciągając się dymem.
- Dzisiaj, 23, wyścigi na Walk Street, wpadasz?
Czy ja wyczułem w jego głosie wyzwanie? Pf, Butler,nie wiesz co robisz.
- Będę. - odparłem rozłączając się
Wsiadłem do mojego ferrari i z piskiem skierowałem się w stronę Walk Street. Nie mogę wyrzucić z głowy Brooklyn. Co ona ze mną robi? Podjechałem szybko na metę, czekając aż seksowna blondynka stanie na środku drogi. Kiedy już się pojawiła, puściłem do niej oczko na co się zarumieniła. Panie i Panowie tak Justin Bieber działa na laski. Kiedy tylko opuściła flagi w dół, ruszyłem z piskiem opon. Wyminąłem wszystkich swoich przeciwników, uśmiechając się zwycięsko. To było w tym wszystkim najlepsze. Nikt nie da rady Bieber'owi. Nim się spostrzegłem, jakieś audi pojawiło się przede mną. Co to kurwa ma być? Przyspieszyłem,będąc na równi z..... nią? Że co kurwa? Moja szczęka opadła, a ja już widziałem jak dziewczyna przekracza metę. O nie, kurwa. Zachamowałem z piskiem opon. Wysiadłem z auta, mocno trzaskajac drzwiami, skierowałem się w stronę dziewczyny, która opierała się o maskę auta. Wkurzony podszedłem do niej. Przycisnalem ją do maski auta, ściskając jej ręce za głową aby mi się nie wyrwała. Widząc dziewczynę przed sobą, uśmiechnąłem się zadziornie.
- Brooklyn - szepnąłem do jej ucha.

BROOKLYN

Wysiadłam wraz z Jess z auta. Szybko się zapisałam do wyścigu. Uscisnęłam Jessice na szczęście, wsiadłam do audii i szybko podjechałam na start. Kiedy blond dziwka pojawiła się na środku i opuściła flagi, z piskiem opon wyjechałam. Wyminęłam wszystkich oprócz jakiegoś ferrari. Kurwa, dobry jest. Ale ja lepsza. Wcisnelam gaz do dechy, tym samym omijając przeciwnika. Lecz po chwili byliśmy na równi. O nie, nie ma tak łatwo. Kiedy zauważyłam jak chłopak mi się przygląda, cicho się za śmiałam.  Nigdu nie widział dziewczyny która wygrywa wyścig? Wrzuciłam biegi i juz ominęłam metę. Wyszłam z samochodu robiąc lekko ukłon. Oparłam sie o maskę, odpalając papierosa. Kiedy miałam się nim zaciągnąć, moje ręce zostały unieruchomione, a ja leżałam na masce. Otworzyłam oczy, dostrzegając sprawcę.
Justin.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej, hej. Bardzo Was przepraszam, że tak długo nie byli rozdziałów ale mój laptop się "rozwalił". Ten rozdział aktualnie piszę z telefonu, wiec przepraszam za jakiekolwiek błędy. Kocham Was! :)

             ~Klaudia.

wtorek, 24 czerwca 2014

Chapter 1

- Brooklyn Lorens. - Wykrzyknęła z drugiego końca szkolnego korytarza Jess.
Warknęłam cicho, iż nie lubiłam gdy ktoś nazywał mnie pełnym imieniem. Wolałam Brook lub Brookie. Chcąc, czy nie, musiałam się odwrócić, aby zobaczyć rozwścieczoną przyjaciółkę. Stała tam z rękoma skrzyżowanymi na piersi, tupiąc swoją nogą, jakby stała i czekała w kolejce. Posłałam jej niewinny uśmieszek, lecz po chwili cicho się zaśmiałam, kręcąc głową z rozbawienia.
- Tak?- zapytałam niewinnym głosem.
- Gdzieś ty była przez całą lekcje, huh? 
Okeej. Mogłam ujrzeć jak para wylatuję z jej uszu. Nigdy nie lubiła kiedy uciekałam z lekcji. Ej, nie wiń mnie, po prostu to lubię. Westchnęłam cicho kiedy dostrzegłam, że nie ma co jej okłamywać. Była moją najlepszą przyjaciółką, dalej nią jest i wie o mnie więcej niż ja sama o sobie wiedziałam. Wyczuję kiedy będę kłamać.
- Załatwiałam pewne rzeczy.- to nie było kłamstwo. W małym stopniu ukrycie prawdy.
- Tak? A jakie rzeczy? - uniosła swoje brwi do góry, patrząc mi prosto w tęczówki.
- Eh. Podłożyłam coś pod samochód Walker'a.- wydobyłam z siebie cichy chichot, na co Jess rozszerzyła swoje źrenice.
- Coś ty narobiła?
- Oj no. Mała petarda nie powinna niczego uszkodzić, prawda?
Jessica tylko cicho westchnęła, biorąc mnie pod rękę. Przewróciłam swoimi oczami, kierując się wraz z nią do wyjścia. Wyszłyśmy ze szkoły, a następnie skierowałyśmy się do audi Jessici. Po 10 minutach byliśmy przed naszym magazynem. Mieliśmy dzisiaj spotkanie na 16, więc zaparkowałyśmy, wysiadłyśmy i weszłyśmy do magazynu, gdzie wszyscy byli. Przywitałam się z chłopakami, a następnie wygodnie usiadłam na kanapę, biorąc od Jackson'a papierosa. Włożyłam go między swoje wargi, a następnie odpaliłam. Kilka razy zaciągnęłam się nikotyną, dając dostęp dymowi aby odwiedził całe moje ciało, a następnie wypuściłam go nosem, uśmiechając się triumfalnie.
- Zapytajcie się Brookie co zrobiła.- zaczęła Jess, siadając obok mojego brata.
- Co?- zapytał, marszcząc brwi Jackson.
- Umieściłam petardę pod samochodem Walker'a.- zasmiałam się cicho, mówiąc to.
Nigdy nie lubiłam tego gościa. Nie wińcie mnie, On jest w konkurującym gangu. Jak mam go lubić?
Wszyscy dookoła patrzeli na mnie zdziwieni, na co wywróciłam oczami, machając lekceważąco ręką. 
- Cóż. Odchodząc od tematu, dzisiaj jest impreza w Jed's- stwierdził Mike, uśmiechając się.
Spojrzałam na niego, nawiązując kontakt wzrokowy. Wypuściłam dym z ust, gasząc niedopałek pod moimi trampkami.
- Świetnie.- oznajmiłam, wychodząc z magazynu. 
                                                 ~*~

Zerknęłam na zegarek. 18:20. Mam jeszcze trochę czasu na przygotowanie się. Weszłam do łazienki, rozbierając się ze swoich ciuchów, które wróciłam do kosza na brudne ciuchy. Weszłam szybko pod prysznic, gdzie zaczęłam się porządnie szorować. Po 15 minutach, wyszłam spod prysznica, owijając się ręcznikiem. Kiedy już porządnie byłam sucha, w ręczniku wyszłam z łazienki kierujac się w stronę szafy, którą następnie otworzyłam. Chwilę sie zastanawiając wybrałam zwykłą bluzkę oraz jeansowe spodenki z wysokim stanem. Swoje włosy wysuszyłam, rozczesałam i pozostawiłam je rozpuszczone. Delikatnie się umalowałam a następnie wyszłam z pokoju, ruszając do salonu gdzie cała paczka już była. Zabraliśmy się wszyscy do naszego dużego vana i ruszyliśmy na imprezę. Weszłam do głośnego pomieszczenia, ruszając swoimi biodrami. Podeszłam do baru, gdzie zamówiłam zwykłe piwo. Biorąc je do ręki, usiadłam przy naszym stałym stoliku, patrząc jak reszta moich przyjaciół się bawi. Idę o stówę, że mój brat kręci do mojej przyjaciółki. Już po kilku shotach byłam totalnie schlana, tańczyłam z kim popadnie. Kiedy tańczyłam sama, bez żadnego chłopaka, poczułam jak czyjeś ręce oplatają moją talię, dociskając do swojego krocza. Wbiłam swoje ząbki w dolną wargę, kręcąc jedynie biodrami. Ten ''ktoś'' obrócił mnie w swoją stronę, przyciągając do siebie bardziej. Nie poznawałam tego chłopaka, ale cholera, był przystojny. Blondyn, puścił mi oczko a następnie ukazał szereg swoich białych zębów. Skierował swoje usta do mojego ucha.
- Jestem Justin - wyszeptał chrapliwym głosem, na co przeszły mnie ciarki.
- Brooklyn. - powiedziałam do chłopaka, który zaczął całować moją szyję.


~~~ ~~~~~~~~ ~~~ ~~~~~ ~~~~~~~~~~~~~~
Okej, mamy pierwszy rozdział.:) Następny pojawi się za kilka dni bądź za tydzień, iż tak będą pojawiać się rozdziały. Mam nadzieje, że ten rozdział się podoba. Wiem, jest trochę nudny i krótki, ale niebawem wszystko się rozkręci.:) Komentujcie!

~Klaudia.