sobota, 17 stycznia 2015

Chapter 6

Cholera, Brooklyn....

Szybko wbiegłem do magazynu, nie patrząc na ogień. Wzrokiem szukałem Brookie, którą po chwili znalazłem, leżącą na ziemi. Nie ruszała się, kurwa. Podbiegłem do niej, omijając wszystkie płomienie. Ukucnąłem przy niej, sprawdzając tętno. Żyła, dzięki Bogu.. Wziąłem ją na ręce i pognałem do wyjścia, które zdołało być już całe w płomieniach. Odwróciłem się w poszukiwaniu jakiegoś innego wyjścia. Kurwa.. Położyłem Brooklyn jak najbliżej okna i siebie. Wziąłem kawałek drewna i rozbiłem nim okno. Z powrotem wziąłem Brookie w swoje ramiona, wychodząc z pomieszczenia. Ułożyłem Brooklyn na trawie a słysząc dźwięk syren policyjnych, pogotowie oraz straż pożarną, pocałowałem dziewczynę w czółko.
- Pa, Księżniczko, wracaj do zdrowia. Przepraszam.- mruknąłem i ostatni raz na nią patrząc, rzuciłem się biegiem w las, tam, gdzie zostawiłem samochód.
Cholernie chciałem pomóc i być z Brookie aczkolwiek wiem, że miałbym przejebane. Ostatni raz patrząc w tamtą stronę, wsiadłem do samochodu i odpalając go, ruszyłem w stronę domu.

Brooklyn

Obudziłam się z cholernym bólem głowy. Wczoraj była jakaś impreza, o której nie pamiętam? Rozejrzałam się po pomieszczeniu i od razu zmarszczyłam swoje brwi. To nie był mój pokój. Wszystko białe i nagle stało się jasne. Jestem w szpitalu. Ale chwila, co ja tu robię? Po chwili do pokoju w którym byłam wszedł mój brat. Oh, alleluja, ma mi powiedzieć co tu się dzieje.
- Co się do cholery stało? - zapytałam od razu.
- Tak, też Cię miło widzieć, Brook.- odparł sarkastycznie brat, na co wywróciłam oczami.
- Naprawdę nie mam czasu na żarty. Jakim chujem ja się tu dostałam Jackson.- mruknęłam, krzyżując ręce na piersi, na co jedynie się zaśmiał.
Boże, o co chodzi temu człowiekowi?
- Poszłaś do magazynu po prochy, ktoś w tym czasie podłożył bombę a Ty na nieszczęście byłaś w środku.- westchnął cicho Jackson, nie było mu już wesoło.
Wyobrażam sobie, że zbladłam bo w środku też tak było. Czułam jak z mojej twarzy znikają wszystkie kolory. Pokręciłam przeczącą swoją głowa, cicho wzdychając.
- Wiadomo kto?
- Nie, siostrzyczko. Ale jeśli się dowiem, ten ktoś będzie martwy.
Nic już nie odpowiedziałam, pogrążyłam się we własnych myślach. Nagle sobie przypomniałam. Ktoś mnie wynosił z zadymionego pomieszczenia, słyszałam też jakiś dobrze znany mi głos.
''Pa, Księżniczko.'' Zagryzłam delikatnie wargi, nie wiedząc kto mi to mówił. Dobrze znałam ten głos ale nie mogłam sobie przypomnieć,uh.. Po chwili wraz z Jack'im usłyszeliśmy ciche pukanie do drzwi. Po chwili wyłonił się chłopak, którego ostatnimi czasy zdążyłam polubić. Zaśmiałam się cicho, widząc jak drapie się po karku. Wiedziałam, że się denerwuje.
- Cześć. - powiedział zachrypniętym głosem Justin.
- Hej.- odarłam cicho, zerkając to na Justina, to na Jackson'a.
- Kto to? - zapytał od razu Jackson, wskazując na Justin'a.
- Um.. Jestem Justin.- odezwał się Bieber, podając dłoń mojemu bratu.
- Jackson. - mruknął mój brat, ściskając Justin'a rękę.
Zaśmiałam się na ten rozwój akcji. Justin nie wiedział jak mój brat ma na imię, a Jackson nie wiedział kim jest Justin.
- Mógłbyś...- nie wiedziałam jak spławić spokojnie swojego brata.
- Ta, już idę.- zaśmiał się cicho Jackson, całując mnie w czoło po czym wyszedł.
Kiedy mój brat już poszedł, Bieber usiadł na jego miejsce. Spojrzałam na niego a ten posłał mi lekki uśmiech.
- Jak się czujesz? - odezwał się jako pierwszy.
- Hm.. w sumie okej. Skąd wiedziałes, że tu jestem?
Justin zaśmiał się smutno, wzruszając ramionami. Coś tu było nie tak. Boże, proszę aby nie pytał o to czemu byłam w tym zasranym magazynie, Kurwa, cała zawartość narkotyków, broni, wszystkiego, przepadła..
- Nie ważne- odpowiedział Justin. - ważne, że żyjesz, prawda?
- Tak, to jest najważniejsze.- odparłam cicho, skupiając się na swoich palcach.

Justin

Po tym jak wróciłem od Brookie, od razu skierowałem się do Alfreda.
- Pomyliliśmy magazyny.- krzyknąłem od razu zwracając uwagę Flores'a.
- Co?- spojrzał na mnie zdezorientowany,
- Pomyliliśmy magazyny- powtórzyłem, tracąc powoli cierpliwość.
Alf spojrzał na mnie a za chwilę cicho się zaśmiał. Za dużo trawy?
- Nie kochaniutki, nie pomyliliśmy. - odparł, wzruszając ramionami.
- To do jakiego chuja pana znalazła się tam Brooklyn Lorens?
- Ona jest w gangu. - odpowiedział obojętnym tonem, jakby to było oczywiste.

Że kurwa co?


----------------------------------------------
Cześć, cześć. Zauważyłam, że mój ostatni wpis był 21 października.. PRZEPRASZAM! Miałam dużo nauki i do teraz ją mam aczkolwiek zaczęły mi się ferie więc możliwe, że będę tutaj częściej. W pierwszym tygodniu feri zaczynając od wtorku nic nie dodam. Dopiero jakoś pojawi się w środę rozdział bądź coś takiego. Dlaczego? Będę w Niemczech na feriach i podobno nie zabieram laptopa. Ale powrócilam i rozdziały będą częściej, raz na tydzień bądź dwa tygodnie :)
JEŚLI CZYTACIE TO PROSZĘ, KOMENTUJCIE NAWET GŁUPIĄ KROPKĄ!
 Bye.

1 komentarz: