Brooklyn
Nie chciałam mówić Justin'owi, że jestem w gangu, to było za wcześnie. A po za tym.. co by o mnie pomyślał? Polubiłam go. Jednak nie jest takim dupkiem za którego go uważałam. Bałam się tylko, że zacznie coś podejrzewać przez to, że wzięłam udział w wyścigach. Wszystko mi o sobie opowiedział. Nie ma rodziców, zginęli w wypadku samochodowym, rodzeństwa również nie ma. Mieszka ze swoimi przyjaciółmi. Cóż, dużo rzeczy na jego temat się dowiedziałam. Jedynie co powiedziałam mu o sobie to to, że również nie mam rodziców, mieszkam z bratem i podstawowe rzeczy typu, czym się interesuję. To jedyne co mogłam mu powiedzieć. Znajomość oparta na kłamstwie. Brawo Brook, jesteś genialna.
- Brooklyn?- usłyszałam głos Justin'a, który wyrwał mnie z zamyśleń.
Czemu ja się na niego nie denerwowałam gdy zwracał się do mnie pełnym imieniem?
- Wróćmy juz, okej?- zaproponowałam.
Justin skinął tylko głową. Wstał i pomagając mi się podnieść, ruszyliśmy do auta. Justin chcąc być macho, chciał mnie odwieźć pod sam dom. Dziękując odmówiłam i kazałam mu się odwieźć nie daleko.
Justin
Ta dziewczyna była cholernie tajemnicza, co mnie tylko nakręcało. Ile rzeczy jeszcze o niej nie wiem? Wiem jedynie tyle, że nie mówi mi całej prawdy na temat swojej osoby. Chciałem się dowiedzieć o niej wszystkiego. To irytująca dziewczyna ale także i w pewnych momentach da się ją polubić. Dała mi nawet swój numer telefonu z czego cholernie się ucieszyłem. Podjeżdżając pod dom, szybko wysiadłem z auta kierując się do mieszkania. Kiedy już do niego wszedłem zostałem pchnięty na ścianę.
- Co jest kurwa Fredo? - zapytałem widzác szefa gangu jak i mojego przyjaciela.
- Musimy pogadać. - odparł najwyraźniej czymś zirytowany.
Kurwa, jesli chciał o czymś pogadać mógł powiedzieć. Ruszylem za przyjacielem do salonu, tam, rozsuadajac sie wygodnie na fotelu.
- Mamy dzisiaj akcję. Jai chcę żebyśmy podłożyli bombę pod jeden z magazynów. - uśmiechnął się cwanie.
- Czyj magazyn? - zapytalem zainteresowany.
- Unbreakable - odpowiedział na co szeroko sie usmiechnalem.
Odkąd wszedłem do gangu, Alfredo wpajał mi, że gang Unbrealable jest naszym najwiekszym wrogiem. Nie interesowalem sie kto w tym gangu jest, interesowalo mnie aby ich wyelinowac po to aby nasz gang byl najlepszy. Z checia sie zgodzilem na udzial w tej akcji.
Brooklyn
W Justin'nie jest coś irytującego. Pomijajac to, ze jestem cholernie pewnym siebie dupkiem, co tylko zwiększa jego głupotę, ale jest w nim coś czego nie chcę mówić. To frustrujące, że On coś wie a nie chce mówić, uh.. Będąc w swoim pokoju, wstałam z łóżka podchodząc do okna. Zagryzłam swoją dolną warge, cicho wzdychając. Moje życie by takie nie było, byłabym inna, normalna. Gdyby moich rodziców by nie zabito, Jackson nie wszedł by do gangu, ja bym nie weszła do gangu a nasi przyjaciele by się nie narażali. Z zamyśleń wyrwał mnie głos Jacksona.
- Hej - powiedział zachrypniętym głosem.
- Cześć.- szepnęłam.
- Co jest Księżniczko?
Nie lubiłam gdy mówi do mnie Księżniczko, ale to moj brat, pozwalam mu. Podszedł do mnie i szybko przytulil.
- Czasami chcialabym innego zycia.- wzruszylam ramionami.
- Oj siostrzyczko, nie mamy innego wyjscia. Życie to suka i nic na to nie poradzimy.
- Wiem. - westchnelam cicho.
- A teraz mam dla Ciebie zadanie. Musisz isc do magazynu po prochy.- powiedzial zaczynajac mnie laskotac.
Wybuchlam cichym smiechem, oddalajac sie od niego. Jackson i przyjaciele z paczki jako jedyni moganie dotylac. Chodzi mi o przytulanie, nic wiecej. Eh, no i jeszcze jest Justin, to dziwne, ze jemu pozwalam sie dotykac. Oddalilam od siebie swoje mysli i przytulajac swokego brata, wzielam bluze i wyszlam z domu, kierujac sie do magazynu.
Justin
Robienie bomb to moja specjalnosc. Kladac ja ostronie w kat magazynu wyszedlem z niego po kryjomu i ukryłem się w krzakach, biorąc pilota do odpalenia bomby. Po chwili nacisnąlem guzik słysząc charakterystyczny wybuch. Przerazilem sie po chwili, slyszac krzyk Brookie. Zerwalem sie szybko z miejsca. Cholera, Brooklyn..
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Witam.
CZYTACIE=KOMENTUJECIE.
Buzi.
~Klaudia
















