niedziela, 15 lutego 2015

Chapter 7

Że kurwa co?

Ona w gangu? Nie, to nie możliwe. Spojrzałem na niego jeszcze raz, na co On uniósł lekko brew do góry.
- Co jest? - zapytał
- Uh, nic.- mruknąłem, wychodząc z domu.
Wsiadłem do auta i skierowałem się do szpitala. Naprawdę miałem wyjebane w to czy skończył się czas odwiedzin. Byłem ostro wkurwiony. Nic mi nie powiedziała. Dlatego coś czułem, że nie do końcu wszystkiego o sobie mówiła. W sumie, ja też skrywałem przed nią, ze jestem w gangu. Coś mi się zdaję, że ta rozmowa nie będzie dla nas obojgu przyjemna. Musiałem sobie z nią wszystko wytłumaczyć. Ale co będzie dalej? Jak to wszystko się potoczy? Nie miałem zielonego pojęcia i miałem nadzieję, że ona coś wymyśli. Byliśmy z innych konkurujących gangów, mieliśmy się nienawidzić a nie polubić.
'' Kłamiesz frajerze. Lubisz ją w inny sposób''
Kurwa, moja podświadomość miała rację, lubiłem ją ale nie jak przyjaciółką. Czy to możliwe aby zakochać się w przeciągu kilku chwil? 

Brooklyn

Kiedy Justin wyszedł ode mnie ze szpitala, musiałam się zdrzemnąć. Ale kiedy wstałam, zmarszczyłam brwi, widząc, że siedzi na krześle obok mojego łóżka.
- Justin, co ty tu robisz?- zapytałam lekko zaspana, zagryzając swoje wargi.
Zerknęłam w jego oczy. Nie był zadowolony. Zmarszczyłam brwi jeszcze bardziej.
- Musimy pogadać, Brooklyn.- oznajmił, patrząc na mnie dość poważną miną.
- O czym? - przełknęłam głośno ślinę.
- O Twoim życiu.- mruknął cicho.
- Co z nim nie tak? - czy był ktoś jeszcze bardziej skomplikowany od tego człowieka?
- Czemu mi nie powiedziałaś, że należysz do gangu?- zapytał poirytowany tą myślą.
Zamurowało mnie. Skąd On to wiedział? Moje oczy rozszerzyły się maksymalnie, ale po chwili je zamknąłem.
- Kto Ci to powiedział?- zapytałam, unosząc trochę głos.
- Alfredo Flores, kojarzysz?- zaśmiał się ale nie było ani krzty humoru w tym śmiechu.
- Skąd go znasz? - otworzyłam szeroko oczy, nie wiedząc co dokładnie mam powiedzieć.
Matko, skąd On go zna?
- Należę do gangu ''The Kings''- odparł dumnie,
- Chyba sobie ze mnie kurwa kpisz? - krzyknęłam, wlepiając w niego wzrok.
- Posłuchaj...
- To Ty jesteś ich kurwa nowym członkiem.
- Brook...
- Że się wcześnie nie skapnęłam.
- Brooklyn kurwa posłuchaj. - krzyknął, uciszając mnie doszczętnie.
- Mów.
- Ja naprawdę nie miałem pojęcia, ze jesteś w tym całym gangu i na odwrót. Zdążyłem Cię cholernie polubić a nawet więcej. - powiedział ciszej niż szeptem, omal go nie słyszałam.
Zagryzłam delikatnie wargi, słysząc co mówi. Naprawdę lubiła mnie nawet więcej? Co to miało znaczyć.
- Nie mam pojęcia jak to wszystko się potoczy Brooklyn, ale nie chcę stracić z Tobą kontaktu, naprawdę.- mruknał, dokańczając swoja wypowiedź.
Żadne z nas nie powiedziało nic przez kilka następnych chwil. Ciszę przerywały głosy na korytarzu i nasze oddechy. Nie wiedziałam serio, co się potem będzie działo. Ale bez ryzyka nie ma zabawy prawda? Człowiek wtedy nie żyje, tak?
- Co teraz będzie? - zapytałam cicho, bawiąc się swoimi palcami.
- Miałem nadzieję, że Ty mi odpowiesz.
- Naprawdę myślałeś, że będę znała odpowiedź na to pytanie?- zaśmiałam się gorzko.
- Nie pozwolę sobie Cię stracić. - mruknął, patrząc na mnie swoimi czekoladowymi oczami.
Postanowiłam podjąć się ryzyka. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, jak duży błąd popełniłam.

_________________________________________________________________________

Hej, cześc, witam. Wracam do Was po miesiącu. Tak szczerze, nie mam pojęcia czy dalej mam pisać tę ff. Nikt tego nie komentuje a jest ponad 700 wyświetleń. Ogólnie własnie zmieniłam ustawienia tak abyście pisały komentarze z anonima, że każdy może napisac swoją opinię. Mam nadzieje, ze wtedy własnie wzrośnie liczba komentarzy. Naprawdę mi na tym zależy. Jeśli nie będzie komentarzy to chyba kończe z opowiadaniem, mając świadomośc, ze nikt tego nie czytał.:) Piszcie mi w kom. czy chcecie linka do mojego aska, instagrama czy też tumblra a z chęcią wam podam w następnej notce pod rozdziałem. Bye.
 Czytasz=komentujesz
Klaudia.

sobota, 17 stycznia 2015

Chapter 6

Cholera, Brooklyn....

Szybko wbiegłem do magazynu, nie patrząc na ogień. Wzrokiem szukałem Brookie, którą po chwili znalazłem, leżącą na ziemi. Nie ruszała się, kurwa. Podbiegłem do niej, omijając wszystkie płomienie. Ukucnąłem przy niej, sprawdzając tętno. Żyła, dzięki Bogu.. Wziąłem ją na ręce i pognałem do wyjścia, które zdołało być już całe w płomieniach. Odwróciłem się w poszukiwaniu jakiegoś innego wyjścia. Kurwa.. Położyłem Brooklyn jak najbliżej okna i siebie. Wziąłem kawałek drewna i rozbiłem nim okno. Z powrotem wziąłem Brookie w swoje ramiona, wychodząc z pomieszczenia. Ułożyłem Brooklyn na trawie a słysząc dźwięk syren policyjnych, pogotowie oraz straż pożarną, pocałowałem dziewczynę w czółko.
- Pa, Księżniczko, wracaj do zdrowia. Przepraszam.- mruknąłem i ostatni raz na nią patrząc, rzuciłem się biegiem w las, tam, gdzie zostawiłem samochód.
Cholernie chciałem pomóc i być z Brookie aczkolwiek wiem, że miałbym przejebane. Ostatni raz patrząc w tamtą stronę, wsiadłem do samochodu i odpalając go, ruszyłem w stronę domu.

Brooklyn

Obudziłam się z cholernym bólem głowy. Wczoraj była jakaś impreza, o której nie pamiętam? Rozejrzałam się po pomieszczeniu i od razu zmarszczyłam swoje brwi. To nie był mój pokój. Wszystko białe i nagle stało się jasne. Jestem w szpitalu. Ale chwila, co ja tu robię? Po chwili do pokoju w którym byłam wszedł mój brat. Oh, alleluja, ma mi powiedzieć co tu się dzieje.
- Co się do cholery stało? - zapytałam od razu.
- Tak, też Cię miło widzieć, Brook.- odparł sarkastycznie brat, na co wywróciłam oczami.
- Naprawdę nie mam czasu na żarty. Jakim chujem ja się tu dostałam Jackson.- mruknęłam, krzyżując ręce na piersi, na co jedynie się zaśmiał.
Boże, o co chodzi temu człowiekowi?
- Poszłaś do magazynu po prochy, ktoś w tym czasie podłożył bombę a Ty na nieszczęście byłaś w środku.- westchnął cicho Jackson, nie było mu już wesoło.
Wyobrażam sobie, że zbladłam bo w środku też tak było. Czułam jak z mojej twarzy znikają wszystkie kolory. Pokręciłam przeczącą swoją głowa, cicho wzdychając.
- Wiadomo kto?
- Nie, siostrzyczko. Ale jeśli się dowiem, ten ktoś będzie martwy.
Nic już nie odpowiedziałam, pogrążyłam się we własnych myślach. Nagle sobie przypomniałam. Ktoś mnie wynosił z zadymionego pomieszczenia, słyszałam też jakiś dobrze znany mi głos.
''Pa, Księżniczko.'' Zagryzłam delikatnie wargi, nie wiedząc kto mi to mówił. Dobrze znałam ten głos ale nie mogłam sobie przypomnieć,uh.. Po chwili wraz z Jack'im usłyszeliśmy ciche pukanie do drzwi. Po chwili wyłonił się chłopak, którego ostatnimi czasy zdążyłam polubić. Zaśmiałam się cicho, widząc jak drapie się po karku. Wiedziałam, że się denerwuje.
- Cześć. - powiedział zachrypniętym głosem Justin.
- Hej.- odarłam cicho, zerkając to na Justina, to na Jackson'a.
- Kto to? - zapytał od razu Jackson, wskazując na Justin'a.
- Um.. Jestem Justin.- odezwał się Bieber, podając dłoń mojemu bratu.
- Jackson. - mruknął mój brat, ściskając Justin'a rękę.
Zaśmiałam się na ten rozwój akcji. Justin nie wiedział jak mój brat ma na imię, a Jackson nie wiedział kim jest Justin.
- Mógłbyś...- nie wiedziałam jak spławić spokojnie swojego brata.
- Ta, już idę.- zaśmiał się cicho Jackson, całując mnie w czoło po czym wyszedł.
Kiedy mój brat już poszedł, Bieber usiadł na jego miejsce. Spojrzałam na niego a ten posłał mi lekki uśmiech.
- Jak się czujesz? - odezwał się jako pierwszy.
- Hm.. w sumie okej. Skąd wiedziałes, że tu jestem?
Justin zaśmiał się smutno, wzruszając ramionami. Coś tu było nie tak. Boże, proszę aby nie pytał o to czemu byłam w tym zasranym magazynie, Kurwa, cała zawartość narkotyków, broni, wszystkiego, przepadła..
- Nie ważne- odpowiedział Justin. - ważne, że żyjesz, prawda?
- Tak, to jest najważniejsze.- odparłam cicho, skupiając się na swoich palcach.

Justin

Po tym jak wróciłem od Brookie, od razu skierowałem się do Alfreda.
- Pomyliliśmy magazyny.- krzyknąłem od razu zwracając uwagę Flores'a.
- Co?- spojrzał na mnie zdezorientowany,
- Pomyliliśmy magazyny- powtórzyłem, tracąc powoli cierpliwość.
Alf spojrzał na mnie a za chwilę cicho się zaśmiał. Za dużo trawy?
- Nie kochaniutki, nie pomyliliśmy. - odparł, wzruszając ramionami.
- To do jakiego chuja pana znalazła się tam Brooklyn Lorens?
- Ona jest w gangu. - odpowiedział obojętnym tonem, jakby to było oczywiste.

Że kurwa co?


----------------------------------------------
Cześć, cześć. Zauważyłam, że mój ostatni wpis był 21 października.. PRZEPRASZAM! Miałam dużo nauki i do teraz ją mam aczkolwiek zaczęły mi się ferie więc możliwe, że będę tutaj częściej. W pierwszym tygodniu feri zaczynając od wtorku nic nie dodam. Dopiero jakoś pojawi się w środę rozdział bądź coś takiego. Dlaczego? Będę w Niemczech na feriach i podobno nie zabieram laptopa. Ale powrócilam i rozdziały będą częściej, raz na tydzień bądź dwa tygodnie :)
JEŚLI CZYTACIE TO PROSZĘ, KOMENTUJCIE NAWET GŁUPIĄ KROPKĄ!
 Bye.