wtorek, 21 października 2014

Chapter 5

Brooklyn

Nie chciałam mówić Justin'owi, że jestem w gangu, to było za wcześnie. A po za tym.. co by o mnie pomyślał? Polubiłam go. Jednak nie jest takim dupkiem za którego go uważałam. Bałam się tylko, że zacznie coś podejrzewać przez to, że wzięłam udział w wyścigach. Wszystko mi o sobie opowiedział. Nie ma rodziców, zginęli w wypadku samochodowym, rodzeństwa również nie ma. Mieszka ze swoimi przyjaciółmi. Cóż, dużo rzeczy na jego temat się dowiedziałam. Jedynie co powiedziałam mu o sobie to to, że również nie mam rodziców, mieszkam z bratem i podstawowe rzeczy typu, czym się interesuję. To jedyne co mogłam mu powiedzieć. Znajomość oparta na kłamstwie. Brawo Brook, jesteś genialna.
- Brooklyn?- usłyszałam głos Justin'a, który wyrwał mnie z zamyśleń.
Czemu ja się na niego nie denerwowałam gdy zwracał się do mnie pełnym imieniem?
- Wróćmy juz, okej?- zaproponowałam.
Justin skinął tylko głową. Wstał i pomagając mi się podnieść, ruszyliśmy do auta.  Justin chcąc być macho, chciał mnie odwieźć pod sam dom. Dziękując odmówiłam i kazałam mu się odwieźć nie daleko.

Justin

Ta dziewczyna była cholernie tajemnicza, co mnie tylko nakręcało. Ile rzeczy jeszcze o niej nie wiem? Wiem jedynie tyle, że nie mówi mi całej prawdy na temat swojej osoby. Chciałem się dowiedzieć o niej wszystkiego. To irytująca dziewczyna ale także i w pewnych momentach da się ją polubić. Dała mi nawet swój numer telefonu z czego cholernie się ucieszyłem. Podjeżdżając pod dom, szybko wysiadłem z auta kierując się do mieszkania. Kiedy już do niego wszedłem zostałem pchnięty na ścianę.
- Co jest kurwa Fredo? - zapytałem widzác szefa gangu jak i mojego przyjaciela.
- Musimy pogadać. - odparł najwyraźniej czymś zirytowany.
Kurwa, jesli chciał o czymś pogadać mógł powiedzieć. Ruszylem za przyjacielem do salonu, tam, rozsuadajac sie wygodnie na fotelu.
- Mamy dzisiaj akcję. Jai chcę żebyśmy podłożyli bombę pod jeden z magazynów. - uśmiechnął się cwanie.
- Czyj magazyn? - zapytalem zainteresowany.
- Unbreakable - odpowiedział na co szeroko sie usmiechnalem.
Odkąd wszedłem do gangu, Alfredo wpajał mi, że gang Unbrealable jest naszym najwiekszym wrogiem. Nie interesowalem sie kto w tym gangu jest, interesowalo mnie aby ich wyelinowac po to aby nasz gang byl najlepszy. Z checia sie zgodzilem na udzial w tej akcji.

Brooklyn

W Justin'nie jest coś irytującego. Pomijajac to, ze jestem cholernie pewnym siebie dupkiem, co tylko zwiększa jego głupotę, ale jest w nim coś czego nie chcę mówić. To frustrujące, że On coś wie a nie chce mówić, uh.. Będąc w swoim pokoju, wstałam z łóżka podchodząc do okna. Zagryzłam swoją dolną warge, cicho wzdychając. Moje życie by takie nie było, byłabym inna, normalna. Gdyby moich rodziców by nie zabito, Jackson nie wszedł by do gangu, ja bym nie weszła do gangu a nasi przyjaciele by się nie narażali. Z zamyśleń wyrwał mnie głos Jacksona.
- Hej - powiedział zachrypniętym głosem.
- Cześć.- szepnęłam.
- Co jest Księżniczko?
Nie lubiłam gdy mówi do mnie Księżniczko, ale to moj brat, pozwalam mu. Podszedł do mnie i szybko przytulil.
- Czasami chcialabym innego zycia.- wzruszylam ramionami.
- Oj siostrzyczko, nie mamy innego wyjscia. Życie to suka i nic na to nie poradzimy.
- Wiem. - westchnelam cicho.
- A teraz mam dla Ciebie zadanie. Musisz isc do magazynu po prochy.- powiedzial zaczynajac mnie laskotac.
Wybuchlam cichym smiechem, oddalajac sie od niego. Jackson i przyjaciele z paczki jako jedyni moganie dotylac. Chodzi mi o przytulanie, nic wiecej. Eh, no i jeszcze jest Justin, to dziwne, ze jemu pozwalam sie dotykac. Oddalilam od siebie swoje mysli i przytulajac swokego brata, wzielam bluze i wyszlam z domu, kierujac sie do magazynu.

Justin

Robienie bomb to moja specjalnosc. Kladac ja ostronie w kat magazynu wyszedlem z niego po kryjomu i ukryłem się w krzakach, biorąc pilota do odpalenia bomby. Po chwili nacisnąlem guzik słysząc charakterystyczny wybuch. Przerazilem sie po chwili, slyszac krzyk Brookie. Zerwalem sie szybko z miejsca. Cholera, Brooklyn..

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Witam.
CZYTACIE=KOMENTUJECIE.
Buzi.

       ~Klaudia

czwartek, 2 października 2014

Chapter 4

Kiedy juz wstawałam z sofy, rozległ się głośny huk i usłyszałam tylko strzelanie pistoletów. Szybko runelam na ziemię zamykając swoje oczy.  to wszystko ucichło, wstałam z podłogi rozglądając się po pomieszczeniu. Wszystko było okej, tylko jedna szyba była wybita. Nigdzie nie widziałam brata i swoich przyjaciół. Gdzie oni są? Zaczęłam ich wszędzie szukać gdy już znalazłam ich na zewnątrz.
- Co wy tu kurwa robicie? - zapytałam opatulajac się bardziej bluza.
- Musieliśmy to zobaczyć. - oznajmił Jackson wskazując na coś.
Na trawie była wielka kartka z napisem: "To jeszcze nie koniec, Brookie. Zabawa się zaczęła". Przelknelam głośno ślinę, nawołując wspomnienia.
" - Nie, proszę. - błagałam chłopaka, który własnie mnie rozbieral.
Byłam cała posiniaczona i we krwi. Jacyś mężczyźni mnie bili, znecali się nade mną kiedy tylko mieli zły dzień. Ale teraz cóż... zgwałcili mnie."
Nigdy nie zapomnę tego dnia. Zawsze gdy jakiś chłopak mnie dotyka, wspomnienia wracają. Chce mi się płakać i bić tego kto mnie dotknął.. Byłam brutalnie skrzywdzona i to tylko z powodu mojego ojca. Po jego śmierci za mieszkaliśmy z babcia. Jak szłam do szkoły, porwali mnie i traktowali jak zabawkę mówiąc "To za Twojego ojca.." Ciągle myślę że to oni go zabili. Zabili kiedy mialam 5 lat i oberwala za niego również moja mama. Zaczęłam się trzasc i nie kontrolowanie moje łzy spadały po moich policzkach. Wszyscy do mnie podeszli próbując uspokoić. Praktycznie cały czas tak mam kiedy o tym wspominam, tak zwane napady. Musze brać specjalne leki. Kiedy wpadnę w ten trans wtedy nikt nie mógł mnie uspokoić. Ian wziął mnie na ręce i zaniósł do domu. Położył na sofie a ja odleciałam..

Justin

Po tym jak przegrałem z Brookie, podjechałem pod dom. Musiałem się z nią spotkać. Coś mnie do niej przyciągało. Mimo że mnie wkurwiała, coś mnie do niej ciągnęło..
            ~*~
Na zajutrz musiałem iść do szkoły, iż Ryan kazał mi do niej iść. Zarzuciłem na plecy plecak i ruszyłem wraz z Butlerem do szkoły.. Wchodząc do budynku zacząłem rozglądać się za Brooklyn. Kiedy już ją znalazłem, delikatnie chwyciłem ją za ramię na co ta podskoczyła. Czemu ona się tak boi? Westchnąłem cicho widząc jej minę.
- czego chcesz? - warknela dziewczyna.
- Chciałbym gdzieś Cię po prostu zabrać. - wzruszyłm ramionami.
Czemu tak bardzo się denerwuje?
- Um.. Po co?- zapytała podejrzliwie na mnie patrząc.
- Uh.. Zgodz się, prosze. - odparłem, patrząc w jej niebieskie oczy.
Dziewczyna szeroko się uśmiechnęła, na co moje serce podskoczylo. Co jest?
- Okej. - w końcu się zgodziła.
- Będę czekać przed szkołą po lekcjach. - puściłem jej oczko wchodząc do klasy.
           ~*~
Jak mówiłem, po lekcjach czekałem przed szkołą. Wypatrywalem Brookie jak i chłopaków z mojej paczki. Nie chciałem aby któryś z nich ujrzał Brook. Zaraz by ją poderwali i by się skończyło złamanym sercem dziewczyny. Kiedy już ujrzałem blondynkę, otworzyłem jej drzwi. Kiedy weszła, zamknąłem je, obeszlem auto i usiadłem na miejsce kierowcy.
- Gdzie jedziemy? - zapytała blondynka, widząc, że jedziemy przez las.
- Niespodzianka- powiedziałem  lobuzersko się uśmiechając.
- Nienawidzę Cię-mruknela cicho, krzyżując ręce na piersi.
Widząc jej postawę oraz minę wybuchnalem głośnym śmiechem zatrzymując auto. Otworzyłem jej drzwi a następnie zaslonilem rękoma jej oczy. Przeszliśmy przez mały lasek a następnie trafiliśmy na jeziorko z wodospadem. Widząc minę Brookie, szeroko się uśmiechnąłem, rozkładając koc, na którym usiedlismy. I wtedy zacząłem ją poznawać. Krok po kroku. Zaczęliśmy ze sobą normalnie rozmawiać, bez żadnych kłótni. Oboje lepiej się poznaliśmy. I przez te kilka godzin, bardzo ją polubiłem. Nawet wiedziałem już dlaczego.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Dzień doberek.:) Wiem, że rozdział jest nudny ale nie chce dłuższych rozdziałów, akcja rozwinie się w dalszych rozdziałach. :)
Czytasz? Komentuj.
Mam nadzieje ze rozdział się spodoba. ;)
~ Klaudia.