czwartek, 2 października 2014

Chapter 4

Kiedy juz wstawałam z sofy, rozległ się głośny huk i usłyszałam tylko strzelanie pistoletów. Szybko runelam na ziemię zamykając swoje oczy.  to wszystko ucichło, wstałam z podłogi rozglądając się po pomieszczeniu. Wszystko było okej, tylko jedna szyba była wybita. Nigdzie nie widziałam brata i swoich przyjaciół. Gdzie oni są? Zaczęłam ich wszędzie szukać gdy już znalazłam ich na zewnątrz.
- Co wy tu kurwa robicie? - zapytałam opatulajac się bardziej bluza.
- Musieliśmy to zobaczyć. - oznajmił Jackson wskazując na coś.
Na trawie była wielka kartka z napisem: "To jeszcze nie koniec, Brookie. Zabawa się zaczęła". Przelknelam głośno ślinę, nawołując wspomnienia.
" - Nie, proszę. - błagałam chłopaka, który własnie mnie rozbieral.
Byłam cała posiniaczona i we krwi. Jacyś mężczyźni mnie bili, znecali się nade mną kiedy tylko mieli zły dzień. Ale teraz cóż... zgwałcili mnie."
Nigdy nie zapomnę tego dnia. Zawsze gdy jakiś chłopak mnie dotyka, wspomnienia wracają. Chce mi się płakać i bić tego kto mnie dotknął.. Byłam brutalnie skrzywdzona i to tylko z powodu mojego ojca. Po jego śmierci za mieszkaliśmy z babcia. Jak szłam do szkoły, porwali mnie i traktowali jak zabawkę mówiąc "To za Twojego ojca.." Ciągle myślę że to oni go zabili. Zabili kiedy mialam 5 lat i oberwala za niego również moja mama. Zaczęłam się trzasc i nie kontrolowanie moje łzy spadały po moich policzkach. Wszyscy do mnie podeszli próbując uspokoić. Praktycznie cały czas tak mam kiedy o tym wspominam, tak zwane napady. Musze brać specjalne leki. Kiedy wpadnę w ten trans wtedy nikt nie mógł mnie uspokoić. Ian wziął mnie na ręce i zaniósł do domu. Położył na sofie a ja odleciałam..

Justin

Po tym jak przegrałem z Brookie, podjechałem pod dom. Musiałem się z nią spotkać. Coś mnie do niej przyciągało. Mimo że mnie wkurwiała, coś mnie do niej ciągnęło..
            ~*~
Na zajutrz musiałem iść do szkoły, iż Ryan kazał mi do niej iść. Zarzuciłem na plecy plecak i ruszyłem wraz z Butlerem do szkoły.. Wchodząc do budynku zacząłem rozglądać się za Brooklyn. Kiedy już ją znalazłem, delikatnie chwyciłem ją za ramię na co ta podskoczyła. Czemu ona się tak boi? Westchnąłem cicho widząc jej minę.
- czego chcesz? - warknela dziewczyna.
- Chciałbym gdzieś Cię po prostu zabrać. - wzruszyłm ramionami.
Czemu tak bardzo się denerwuje?
- Um.. Po co?- zapytała podejrzliwie na mnie patrząc.
- Uh.. Zgodz się, prosze. - odparłem, patrząc w jej niebieskie oczy.
Dziewczyna szeroko się uśmiechnęła, na co moje serce podskoczylo. Co jest?
- Okej. - w końcu się zgodziła.
- Będę czekać przed szkołą po lekcjach. - puściłem jej oczko wchodząc do klasy.
           ~*~
Jak mówiłem, po lekcjach czekałem przed szkołą. Wypatrywalem Brookie jak i chłopaków z mojej paczki. Nie chciałem aby któryś z nich ujrzał Brook. Zaraz by ją poderwali i by się skończyło złamanym sercem dziewczyny. Kiedy już ujrzałem blondynkę, otworzyłem jej drzwi. Kiedy weszła, zamknąłem je, obeszlem auto i usiadłem na miejsce kierowcy.
- Gdzie jedziemy? - zapytała blondynka, widząc, że jedziemy przez las.
- Niespodzianka- powiedziałem  lobuzersko się uśmiechając.
- Nienawidzę Cię-mruknela cicho, krzyżując ręce na piersi.
Widząc jej postawę oraz minę wybuchnalem głośnym śmiechem zatrzymując auto. Otworzyłem jej drzwi a następnie zaslonilem rękoma jej oczy. Przeszliśmy przez mały lasek a następnie trafiliśmy na jeziorko z wodospadem. Widząc minę Brookie, szeroko się uśmiechnąłem, rozkładając koc, na którym usiedlismy. I wtedy zacząłem ją poznawać. Krok po kroku. Zaczęliśmy ze sobą normalnie rozmawiać, bez żadnych kłótni. Oboje lepiej się poznaliśmy. I przez te kilka godzin, bardzo ją polubiłem. Nawet wiedziałem już dlaczego.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Dzień doberek.:) Wiem, że rozdział jest nudny ale nie chce dłuższych rozdziałów, akcja rozwinie się w dalszych rozdziałach. :)
Czytasz? Komentuj.
Mam nadzieje ze rozdział się spodoba. ;)
~ Klaudia.

1 komentarz: