środa, 24 września 2014

Chapter 3

                          ~ Dziękuję Karolinie za motywację aby w końcu napisać rozdział.




Justin.
- Czego chcesz idioto? - zapytałam, próbując się, wyrwać z jego uścisku.
- Jakim chujem ze mną wygrałaś? - wysyczał wprost do mojego ucha.
Proszę Was! Słyszałam tyle razy te syki, przyzwyczaiłam się do nich. Wyrwałam ręce z jego uścisku,następnie od siebie go odpychając. Podszedł do nas starszy mężczyzna dając mi plik pieniędzy. Uśmiechnęłam się wszystko chowając do stanika. Zerknełam na Justina, który wręcz kipial z wściekłości. Zaśmiałam się z wyższością.
- To nie koniec, kochanie - szepnął wprost w moje ucho.
- Wal się kutasie - odparłam, cicho chichocząc.
Weszłam do audii a za mną Jess, po czym odjechałam z miejsca za nim zjawiły by się gliny. Podjechałam pod mój dom gdzie pewnie była cała nasza paczka. Zawsze tu przesiadywali, jak zwykle. Uśmiechnęłam się do siebie, wychodząc z samochodu. Wręczyłam Jessice jej klucze i weszłam do domu.
- Brookie wygrała kasę.- krzyknęłam, machajac forsa.
Po chwili wybuchłam cichym śmiechem, ukłaniając się gdy każdy zaczął mi klaskać. Dałam Jackson'owi całą kwotę, siadając na kanapie.
- Okej, mamy kasę na więcej towarów. Po południu musimy dostarczyć narkotyki Collin'owi, kto to zrobi?- zapytał Jacki, patrząc na nas wszystkich po kolei, zmęczonym oczami.
Nie spaliśmy już wszyscy z kilka dni. Było już grubo po drugiej w nocy, wszyscy byliśmy zmęczeni. Tu załatwilismy towar,  tu go sprzedawalismy, robiliśmy bomby i na dodatek szkoła, to było masakrycznie męczące. Kiedy już to ustalimy, idę w niezła kime, zważając na to, że jutro sobota, wszystko odespie.
- Ja mogę. - mruknęłam.
- Napewno? - zapytał Jackson
- Nie jestem mała dziewczynką, byłam przecież na wyścigach. Okej, a teraz idę spać, wszyscy powinniście. - westchnęłam, idąc na górę.
Weszłam do swojego pokoju, biorąc z szafy pizame. Potem weszłam do łazienki, rozbierajac się. Wskoczyłam pod prysznic tylko po to aby zaraz strugi gorącej wody oblaly moje ciało. Szybko się zrelaksowalam,a myślami wróciłam do Justin'a. Był przystojny, fakt. Najbardziej co mnie do niego przyciągało to jego cudowne oczy. Takie duże, brązowe a wręcz czekoladowe tęczówki. Były wspaniałe. Westchnęłam cicho, wychodząc spod prysznica. Wysuszyłam swoje ciało ręcznikiem a następnie włożyłam na siebie bielizne potem pizame. Weszłam pod moje wręcz miękkie łóżko, nakrywajac się kołdra odplywajac w kraine Morfeusza.
               ~*~
- Brooklyn Lorens! Wstawaj!
Tylko jedna osoba mogła by tak powiedzieć wiedząc że się na nią nie wkurze, Jessica. Warknelam cicho, otwierając pomału oczy.
- Wiesz, że Cię Kocham ale czego kurwa chcesz? - warknelam, przecierajac swoje oczy.
- Juz do jasnej cholery jest 16. Spalas cały cholerny dzień a za niedługo masz przywieźć Collin'owi narkotyki, zbieraj się- z tymi oto słowami moja przyjaciółka opuściła mój pokój.
Wymamrotalam cicho niezrozumiałe słowa, wstając z łóżka. Wyjrzałam za okno, ujrzałam ponurą pogodę. Robiło się coraz zimniej, mm. Uwielbiałam zimę, nie mogłam się jej doczekać. Ubrałam na siebie czarne rurki, bokserke, a ma bokserke bluzę z napisem "Delte Mondays". Ułożyłam swoje włosy w idealnego koka po czym nałożyłam delikatny makijaż. Po wszystkim zeszłam na dol, zrobić sobie coś do jedzenia. Po posiłku wzięłam towar i zapakowalam go do samochodu. Wsiadajac do niego, poprawiłam jeszcze swój kok następnie wpisując w nawigację podany mi adres do którego mam się skierować. Po niespełna 20 minutach byłam na miejscu.  Kiedy już byłam na miejscu, wyszłam z samochodu, wchodząc do rudery. Pierw kasa, potem towar. Westchnęłam cicho, nigdzie nie widząc Collin'a. Chciałam dzwonić do Jackson'a kiedy jakaś postać przemknela mi przez oczy. Rozejrzałam się dokładnie, dostrzegając sylwetkę mężczyzny w cieniu.
- Collin.- odparłam bez żadnego entuzjazmu.
- Lorens.-powiedział radośnie, wychodząc z cienia.
Okej, nigdy go nie widziałam, ale był mega przystojny. Miał mniej więcej 20 lat, dość intensywnie niebieskie oczy. Był dobrze zbudowany i miał gdzieś z 1.90cm wzrostu gdzie ja zaledwie 1.65cm. Podałam mu jego towar kiedy On już dał mi pieniądze. Puścił mi jeszcze oczko za nim ruszyłam do auta. Wróciłam do domu, na wejściu oznajmiając, że wszystko poszło dobrze. Kiedy weszłam do salonu miny wszystkich były ponure i wściekłe.
- Co sie stało?- zapytałam marszczac brwi.
Usiadłam na sofie, patrząc na Jackson'a.
- "The Kings" się stało. - oznajmił Jackson.
- Co z nimi?
- Mają nowego członka w gangu a my nie możemy ustalić kto to kurwa jest. - warknal.
No to trzeba będzie znów powęszyć. Kiedy już wstawałam z sofy, rozległ się głośny huk i usłyszałam tylko strzelanie pistoletów.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Witam wszystkich! Jak juz pisałam, nie mam dalej laptopa a ten rozdział jest z telefonu. Również inne będą się pojawiać z tel. Dziękuję (znow) Karolinie za motywację do rozdziału. Miłego czytania! ♥

~ Klaudia.